2017-08-27

BOHO PARTY- STARACHOWICE 2017

Lubię celebrować. Odkąd pamiętam zawsze mam dużo do zrobienia, zawsze ścigam się z czasem. Wiem, że to nie jest wina okoliczności. Taki mam charakter. W miejscu nie usiedzę. A nawet jak siedzę, to moje myśli biegną. I z jednej strony to lubię, z drugiej to męczy i wypala. Cały czas się uczę jak sobie z tym radzić, jak nie spalić się całkowicie. Jak regenerować ciało i umysł. Wiem, że całkowite nieróbstwo i leżenie na hamaku cały dzień  z drinkiem może i pomoże mojemu ciału na trochę, ale już umysł się zmęczy okrutnie. Co nie znaczy, że godzinka lub dwie nie wchodzą w rachubę ;). Wiem już natomiast, że całkiem nieźle regenerują mnie spotkania w wyborowym gronie i w pięknych okolicznościach. Ja wiem, że niektórym wystarczyło by wyborowe grono. Mnie pewnie też, ale do pełni szczęścia potrzebuję pięknych okoliczności. Tak właśnie celebruję chwile, które chce pamiętać dłużej. Nie czekam, aż takie rzeczy staną się same. I choć wyborowe grono wprasza się do mnie samo ;) ( nie narzekam, żeby nie było) to już pomysł na piękne okoliczności wyszedł ode mnie. Dzięki temu, że mam blisko siebie takie osoby które rozumieją takie bziki (a wręcz je podzielają), nie musiałam ich namawiać długo na niezapomnianą kolację pod gruszą. A jeśli zastanawiacie się o kim mówię to już wam przedstawiam współtwórczynie tej pięknej kolacji : Marta, Ola, Lu i Ania.. oraz ich mężowie bez których nie byłoby tak doskonale. 
Jest lato, jest ciepło ( no powiedzmy...) jest sielsko, idealne warunki na kolacje w klimacie boho. W domu mojej mamy w Starachowicach kolorowych gadżetów nie brakuje. Elementów ze starego drewna też nie. Dziewczyny przywiozły parę drobiazgów od siebie z domu. Na wyprzedażach dokupiłyśmy kilka brakujących elementów i baza na kolację gotowa. Wiadomo samym widokiem pięknie nakrytego stołu człowiek się nie naje.  I tu z odsieczą ruszyli mężowie. Z dużym wyróżnieniem Damiana, męża Lu. Te piękne tarty to jego dzieło. Tak jak wyglądały, tak smakowały :) A czy dziewczyny coś robiły w kuchni ??? Oczywiście. Jeśli jesteście ze mną dłużej to wiecie, że do tej pory popisowym deserem na spotkaniach organizowanych przeze mnie była beza. Tym razem przyszedł czas na zmiany. Wraz z Olą zmierzyłyśmy się z opcją "naked cake". Biszkopt robię od 12 roku życia. Nigdy nie wszedł mi zakalec. Więc baza tortu  i jego wypełnienie było na mojej głowie. Ozdoby to dzieło Oli ( Ania i Marta też pomagały).  Wyszedł pięknie (choć nie idealnie) i uważam, że pięknie dopełnił ten wystrój i ten dzień. W smaku nie skromnie dodam, że też powalał :D O ostatni kawałek była walka ;) I wybaczcie, ale tak byłyśmy dumne i zachwycone tym naszym pierwszym naked cake, że zdjęć tego tortu zarówno u mnie jak i u dziewczyn na instagramie jest za dużo. 
Zdjęcia robiłam w trakcie przygotowań jak i chwilę przed kolacją i w jej trakcie. Macie cały przekrój tego dnia. Mimo iż było sporo chmur ( całe szczęście bez deszczowych), to pod wieczór wyszło słońce i pozwoliło mi to na zrobienie kilku magicznych kadrów. Tyle może odpowiednie światło.
Zapraszam Was na boho kolację. Rozsiądźcie się wygodnie. Zasmakujcie. 




































To nie pierwszy raz kiedy jestem inicjatorką spotkań w pięknej oprawie. Zaczęło się o pierwszego BPM i kolacji na plaży, potem była Kuchnia Spotkań IKEA i świąteczny stół, kolejne BPM2 i kolacja w lesie. I powiem Wam, że uwielbiam to i uwielbiam współtworzyć takie stoły z dziewczynami, które tak jak ja są zwariowanymi estetkami i doceniają takie "okoliczności przyrody". Za każdym razem stoły tworzone są przez osoby o różnym guście i poczuciu estetyki, a jednak za każdym razem wychodzi coś pięknego i spójnego. Rozpiera mnie wtedy radość. Bo da się wszystko jeśli się chce. 
Nasze spotkanie nie trwało wieczór, ale kilka dni. Jeden z nich celebrowaliśmy właśnie w ten sposób i jestem pewna, że to właśnie ten wieczór będzie najlepiej pamiętany. I to co wtedy się działo i to, że nie trzeba się znać całe życie, żeby się świetnie rozumieć i spędzać super czas. To jest właśnie dla mnie największy zysk z prowadzenia bloga coloresdemialma. Ci ludzie :) 

Wakacje się kończą, lato jeszcze trwa. Mam nadzieję, że te zdjęcia zainspirują Was do własnych celebracji chwili w pięknych okolicznościach i wyborowym towarzystwie. 

ściskam 
Iza 


2017-08-18

BALKON SEZON 2017- WIECZOREM

Sierpień na blogu będzie pod znakiem balkonu. Marne szanse, żebym miała czas na kolejny post. Choć materiały (tzn zdjęcia) cierpliwie czekają w folderach. Tydzień temu pokazałam Wam obszerną relację z tegorocznej odsłony mojego letniego pokoju wypoczynkowego. Tyle, że za dnia. To co najlepsze zostawiłam na kolejny post. 
Lubię swój niewielki balkon. Ma on dużo plusów, ale również minusów. Czasami plusem i minusem jest ten sam element. W tym wypadku nawet dwa elementy. Okna w domu mam skierowane na południowy zachód. Latem jak przygrzeje, czuję się jak na Kubie. To jest plus. Jednocześnie, na balkon wychodzi jedno okno i dwoje drzwi. Dodatkowo cały balkon jest oszklony ( i dół i góra). Razem z południowo-zachodnim słońcem tworzy mi to saunę w tym małym zewnętrzu.To jest zdecydowanie minus. Oczywiście mogę otworzyć okna balkonowe. Jest to jednak dość kłopotliwe i wymaga dużo zachodu. Jeśli wiem, że przez kilka dni z rzędu będzie upał i nie będzie padać, wszystko otwieram. Jeśli pogoda jest zmienna otwieram dwa okna. Przed efektem sauny na balkonie bronię się jak mogę. Stąd też znajdziecie na nim : zasłony, słomiana matę, drewnianą podłogę i drewniany parapet. Zasłony ograniczają odbijanie się promieni słonecznych od okien wewnątrz, słoma na dole pełni podobną rolę. Drewno nie nagrzewa się tak jak metalowy parapet i kafelki. To wszystko razem odrobinę obniża temperaturę.
Po co ten cały wywód ?  Otóż po to, żeby wyjaśnić Wam, dlaczego najbardziej lubię balkon wieczorem i wczesnym rankiem. Do plusów wieczornej wersji (poza ochłodzeniem) trzeba dodać kwestię światełek. Bo wiadomo, lampeczki, świece itp, to właśnie nadaje klimat. Oraz piękne zachody słońca, widoczne  zarówno z balkonu, jak i w szybie pokoju mojego syna :) 
Jeśli chcecie poczuć mój ulubiony wieczorny klimat, to zapraszam do obejrzenia poniższych zdjęć :) Rozgośćcie się. 



Ponieważ, po publikacji pierwszej części dostałam kilka pytań, postaram się pod zdjęciami odpowiedzieć na kilka z nich.  Bardzo często pytacie o terakotowe doniczki. Moje ulubione to te z głęboką podstawka. Kupuję je od kilku lat w IKEA. Klasyczne w kształcie donice kupuję w Leroy Merlin. Mini doniczki, które czasem widzicie u mnie na zdjęciach na instagramie, również są z marketu budowlanego. Ostatnio zakupiłam również terakotowe prążkowane osłonki w H and M home. 


Drzewka oliwne zakupiłam w czerwcu w biedronce. Na razie mają się dobrze. Jak wszystkie kwiaty na balkonie w sezonie letnim. Mam nadzieję, że przeżyją w zdrowiu i urodzie sezon zimowy. 





Fotel, to seria Jassa z IKEA. Poducha siedzisko to mój hand made. Fotel wyłożony poduchami jest bardzo wygodny. Strzałka to również owadzi sklep ;) 




Zasłonki na balkonie są umocowane na drucianym gzymsie z IKEA. Przymocowany jest do metalowej konstrukcji balkonu. Zasłony dodatkowo maja obciążniki, dzięki temu jak jest nawet dość mocny wiatr nie wylatują poza balkon. Same zasłony, to materiał kupiony parę lat temu w Drecotton. 









Poduszka supeł to dzieło naszej polskiej manufaktury wood.n.wool. 









Koc z frędzlami to własnoręczna przeróbka. Koc z Jysk frędzle spod moich rąk. 



Zostawiam Was wśród światełek i kolorów zachodzącego słońca. Mam nadzieję, że jest Wam tu miło i będziecie wracać. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, postaram się na nie odpowiedzieć. A w następnym poście zabiorę Was w równie magiczne i nastrojowe miejsce. Tym razem pod gruszę. Domyślacie się o czym będzie ? :) 

ściskam
Iza