2017-12-06

WINTER TABLE

Nie raz mogliście oglądać u mnie na blogu różne aranżacje stołowe. Lubię to. Lubię, gdy na stole i wokół  niego jest pięknie. Wtedy ten czas przy pysznym jedzeniu i świetnym towarzystwie zamyka piękna oprawa dekoracyjna. I zawsze przy takich okazjach, jeśli miałabym wybierać dekorowanie czy gotowanie, to zgadnijcie co wybiorę ? ;)  Dziś chciałam Wam pokazać pewną aranżację, która być może zainspiruje Was do zupełnie innego świątecznego stołu. Choć zdjęcia nie były robione z myślą o kolacji wigilijnej, to inspiracją była zima, a dokładnie sznur lampek w mroźnym kolorze. A gdy wyobrażamy sobie idealne Święta to nie są one właśnie śnieżne i mroźne ? :) 

Zdjęcia są efektem mojej pracy dla Cotton Ball Lights Premium. Jest to jedna z kilku sesji produktowych, które z lampkami wykonałam. Dlaczego pokazuję je Wam  tu, na blogu ?  Z kilku powodów. Jednym z nich jest ten, że tak zwyczajnie, jestem zadowolona z tych zdjęć :) Lubię tę aranżację i chciałam się z nią z Wami podzielić. Ważniejsze jednak jest dla mnie to, co powoli na zapleczu bloga wprowadzam w czyn. Jeśli jesteście ze mną wystarczająco długo, wiecie, że najpierw była fotografia, potem blog o wnętrzach i projektach DIY, nie odwrotnie. Przez jakiś czas miałam dość utopijne plany prowadzić dwa oddzielne blogi. Po tych paru latach wiem, że nie dam rady rozdzielać wszystkiego co robię na samodzielne twory, bo zawsze, któreś z nich cierpi na brak matczynej uwagi. Robię dużo różnych rzeczy, wiele mnie interesuje i ciągle brakuje mi życia na wszystko czego chciałabym spróbować, co chciałabym zrobić. Postanowiłam  uporządkować pewne sprawy i wrzucić wszystko do jednego worka. Łatwiej będzie mi zarządzać, gdy będę miała to wszystko w zasięgu wzroku ;).  Będzie jeden blog, gdzie będę się z Wami dzieliła tym co kocham robić. Scalać będzie to wszystko fotografia. I ta robiona dla własnej przyjemności i ta na zlecenie innych.  Postaram się ubrać wszystko tak w całość, żeby każdy znalazł to, co go będzie interesować. Dlatego w nadchodzącym roku Colores de mi alma, to nie będą tylko wnętrza i projekty DIY. Będzie też fotografia w każdym wydaniu, że więcej relacji z podróży, sesje zdjęciowe, reportaże itp. Przedsmak tego wszystkiego już dziś. Mam nadzieję, że zmiany nie spowodują, że przestaniecie na bloga zaglądać. Ta różnorodność to właśnie cała Ja i bardzo bym chciała, żeby to miejsce w sieci było zgodne ze mną. W końcu colores de mi alma to po hiszpańsku kolory mojej duszy. A w mojej duszy jest cała paleta barw ;) Trzymajcie proszę kciuki, żeby zmiany przeszły gładko, szybko i zgodnie z planem. 





Z ciekawostek z backstag-u sesji. Była ona robiona rok temu. Tyle czekałam na możliwość publikacji, bo nie mogłam Wam nic pokazać, dopóki CBL pierwsze nie pokazało zdjęć. Inspiracją do aranżacji były oczywiście kule w zimowym mroźnym kolorze. W pierwszym momencie skojarzyły mi się z Krainą Lodu. I dlatego przekornie uciekłam od kolorów twarzowych dla księżniczki Elzy ;). Naturalne drewno, len, aksamitne faktury poduch , ciepłe koce i zielony mech. Chciałam stworzyć przeciwwagę do iskrzących lodową poświatą kulek. Myślę, że udało się utrzymać zimowy klimat, ale jednak nie tak mroźny i przyjemniejszy w odbiorze. A Wy jak myślicie ? 




Białe śnieżynki, to nic innego jak biała kartka i dziurkacz z odpowiednim wzorem. Mała rzecz a podkręca stylizację. 


Chociaż oplątwa to egzotyczna i ciepłolubna roślina, jest lekko oszroniona zieleń wpisała się idealnie w zimowy klimat. 


















Ciekawa jestem, czy odważylibyście się na świąteczny stół w takim zimowym wydaniu. A może wykorzystacie tylko niektóre pomysły z tej aranżacji ?  W tym roku szykuję dla Was jeszcze dwie inspiracje na stół wigilijny. Jedną pokażę Wam  przed Świętami, drugą niestety już po, gdyż będzie ona relacją z Wigilijnego stołu w Starachowicach. 

ściskam 
Iza 

2017-11-28

LIVINGSPACE- jak z komody zrobić kredens DIY

Tytuł jakby już znajomy. Ten temat pojawiał się dwukrotnie na blogu. Bo ze starej komody w sypialni zrobiliśmy (dwuetapowo) kredens. Dziś nie będzie trzeciego etapu. Tamta metamorfoza została zakończona, temat zamknięty, ma się dobrze, nic nie zmieniam. Przynajmniej teraz ;) 
Dziś o innym komodo-kredensie i o metamorfozie ciut innej niż poprzednia. Mniej było naszego autorskiego wkładu. Trochę poszłam na łatwiznę, ale i tak jestem zadowolona. 
Zacznijmy od początku.  Trochę komód w domu mam, więc od razu ustalmy o którą chodzi. Zmiana dotyczy białego ośmio-szufladowego  HEMNESa. Lokalizacja : przedpokój - część większej przestrzeni roboczo zwanej przeze mnie livingspace-m. Wcześniej nad komodą wisiały dwie półki. Kiedyś z książkami, potem przestrzeń przejęły skorupy.  Lubiłam te półki, ale zaczęło brakować mi miejsca i czasu na ścieranie kurzu. Marzył mi się tam oszklony, podświetlany kredens. Dorobienie góry na własną rękę do dość błyszczącej białej komody było dla nas kłopotliwe, kupienie  nowego tak dużego kredensu - zbyt kosztowne. Wymyślenie sposobu jak zatrzymać komodę i w miarę tanim kosztem zrealizować moje kredensowe marzenie zajęło mi trochę czasu. Nie było moim nr 1 na liście wnętrzarskich zmian w domu, dlatego potrzebowałam niespodziewanego przebłysku, olśnienia, aby znaleźć rozwiązanie mojego stolarsko-ekonomicznego problemu. Takież właśnie nastąpiło mniej więcej półtora roku temu. Postawiłam na niezawodny szwedzki sklep. Źródło wszystkich komód w moim domu i mebli kuchennych. Zanim napiszę i pokażę co dokładnie zrobiłam, zobaczcie jak było przed zmianami. 


Pamiętacie jeszcze te kontrastowe dodatki ?  Czerwieni już nie ma, półek też nie. 



Zależało mi, żeby kredens pasował do mebli kuchennych. Livingspace to jedna duża ponad 30m2 przestrzeń pełniąca wiele funkcji. Dość mocno obstawiona meblami. Biel, spójność kolorów i wykończenia mebli pozwala mi na opanowanie chaosu.
Kuchnię kupowałam 6 lat temu. Zaraz potem IKEA zmieniła fronty i systemy. Czy to ma znaczenie przy kredensie, który zrobiliśmy? Tak. Nadstawka nad komodą to nic innego jak cztery wiszące, oszklone szafki kuchenne ustawione na sobie i na komodzie. Oczywiście przymocowane również do ściany. Nie mogłam dokupić frontów identycznych jak ma moja kuchnia, ale udało mi się dobrać całkiem podobne (SAVEDAL). Różnią się odcieniem, ale nie znajdują się blisko siebie i nie jest to zauważalne na co dzień. Nie zastawiłam całej przestrzeni nad komodą szafkami. Między dolnymi zostawiłam przestrzeń otwartą na książki kucharskie, czy tacę na klucze lub inne rzeczy, które odkłada się zaraz po wejściu do domu. Jak widzicie na zdjęciach komoda stoi zaraz przy wyjściu z mieszkania. W szufladach trzymamy buty, czapki, szaliki i wszelkie potrzebne rzeczy w przedpokoju. Góra jest już przedłużeniem kuchnio-jadalni. Multitasking kredensowy. Przy wielofunkcyjnej przestrzeni bardzo mi się to sprawdza. Choć pewnie widok na "skorupy" zaraz po wejściu do domu może co poniektórych zaskakiwać. 
To nie jedyne zmiany w komodzie. Aby jeszcze bardziej scalić wizerunek mebli na tej przestrzeni, wymieniłam jej blat. Niezawodne dechy ze starej podłogi w Starachowicach świetnie odnalazły się i tutaj. Wybieliłam je rozcieńczoną białą farbą akrylową i zalakierowałam akrylowym matowym lakierem. Po blisko roku użytkowania mogę stwierdzić, że takie wykończenie drewna sprawdza się w tym miejscu doskonale.Tak, zmiana nastąpiła prawie rok temu, zdjęcia miałam czas zrobić w sierpniu (dlatego tak jasno i melon na stole), a czas na postprodukcję i tekst znalazłam dopiero w listopadzie. Wszystko nabrało mocy, ale pocieszające jest to, że zdążyłam opublikować ten post zanim znów czegoś tam nie zmienię. A plany już są...sic! ;)
Dlaczego blat komody został zmieniony?  Po pierwsze chciałam przełamać coś w tej białej masie szuflad i półek. Poprzedni blat po ośmiu latach użytkowania i przeprowadzce był mocno porysowany. I chyba najważniejszy dla mnie powód, kolorystyka blatu nawiązuje do blatów kuchennych. Jest spójność vel nuda ;) 
Ostatni szlif to uchwyty. Tu również kierowałam się zarówno ekonomią jak i dopasowaniem. Uchwyty są skórzane, takie same jak w kuchni. Wyobraźcie sobie zakup 33 uchwytów, bo tyle łącznie potrzebuję na kuchnię i kredens, gdzie średnio jeden kosztuje 10-20 pln. Podpowiadam tym, którym nie chce się liczyć. Koszt samych uchwytów to 330-660 pln. Ja zmieściłam się w 100 pln ;) Oczywiście są to uchwyty DIY. 

Po tym szczegółowym opisie zostawiam Was z dość sporą, jak zwykle, ilością kadrów. Miłego oglądania. 


Koszyki pod komodę robiłam na wymiar 8 lat temu. Znalazłam w internecie sklep z wikliną na wymiar. Koszt nie był zawrotny, a kosze sprawdzają się super.



Parę widoków, nie koniecznie bezpośrednio na kredens, ale jako pomoc w rozeznaniu się w terenie livingspace :) 


Nadstawka to dwie dolne szafki o wymiarach 40 cm na 80 cm i dwie 80 cm na 80 cm. Nie wyszło idealnie. Lepiej byłoby, gdyby górne szafki były łącznie około 10 cm krótsze, tak aby ich długość była taka sama jak komody a nie jej blatu. Jednak to nie szafki robione na zamówienie a gotowy produkt. Cieszę się, że udało mi się mimo wszystko osiągnąć dość fajny efekt bez kupowania nowego kredensu i inwestowania ogromnych pieniędzy.  


Taka ilość oszklonych szafek aż prosi się o dobre wewnętrzne oświetlenie.









Z upodobaniem uśmiercam paprotki. Czy ktoś zna cudowny sposób na ich przetrwanie ?  Uwielbiam je a one mnie nie.... 







Jeśli ktoś kiedyś do mnie zawita, to taki widok powita go po otworzeniu drzwi. Oczywiście jeśli będzie czysto a ja czegoś w między czasie nie zmienię ;) 


















Co sądzicie o takiej alternatywnej wersji kredensu ? Udało mi się Was zainspirować do własnych kombinacji ?  Jeśli macie pytania, piszcie. Może mimo całego elaboratu na temat zmian, o czymś zapomniałam. Zmienilibyście coś ?  Bo ja tak, ale nie w kredensie tylko obok niego. Może uda mi się to zrealizować w najbliższych miesiącach i pokazać Wam już z mniejszym poślizgiem. 

ściskam 
Iza